Artykuły

Kilka słów o "ładowaniu"

Kilka słów o "ładowaniu"

28 sierpnia 2016, 16:47

Kilka słów o akumulatorach bezobsługowych.

Na początek przytoczę typowy dialog klienta sklepu motoryzacyjnego ze sprzedawcą: 
Dzień dobry , czy dostanę akumulator do mojego auta (….) - tu zazwyczaj poda szereg danych identyfikujących pojazd,
- Oczywiście - zazwyczaj odpowiada sprzedawca. 
Wydawać by się mogło banalna historia nie warta wzmianki i zawracania głowy komukolwiek do momentu gdy nie padną pytania z puli dodatkowych.
   - tani , czy drogi ? - odpowiedź zawsze brzmi – dobry i tani
   - a jakiej marki czy firmy sobie Pan życzy ? (oraz wiele, wiele innych istotnych bardziej lub mniej pytań precyzujących wybór akumulatora).

Starsze pokolenie pamięta jedną czy dwie  nazwy - nawet te historyczne, młodsze pokolenie niestety pada ofiarą pozycjonerów. Tym z czy dziś bym chciał się rozprawić jest "bezobsługowość" akumulatora bo o takie klienci pytają najczęściej.

Najprościej powiedzieć , że:

takich nie ma … – i już widzę te zdziwione miny

–... jak to? Jakim prawem? To chyba wy nie macie -  bo ten, tam, gdzieś to ma tylko takie.

Jedno jest wówczas pewne ''ten, tam, gdzieś '' nie wie co sprzedaje.

Żyjemy w czasach ogromnego tempa i nie chcemy rzeczy, które mogłyby nas w jakikolwiek sposób absorbować, pomijając sferę uciech i rozrywki, no ale obsługa akumulatora niestety do niej nie należy.

Mamy inteligentne domy, wyposażone w sprzęty, które nas wyręczają z różnych przykrych obowiązków. Mamy ''myślące'' za nas pojazdy i cała masę pożytecznych, skądinąd, gadżetów. Wystarczy tego aby nabrać apetytu, no właśnie, nabezobsługowy akumulator.

Paradoks polega jednak na tym, że ten właśnie akumulator sprawia, iż wspomniane wcześniej gadżety działają niejako "bezobsługowo". Akumulator - ten cichy, skromny, rzadko widoczny bohater sprawia, że nasz wspaniały dom, nawet jak elektrownia wyłączy prąd, nadal będzie ''żył'' i będzie bezpieczny, samochód na nasz widok zapiszczy, zamruga i być może pomerda ogonem, że nie wspomnę o podgrzaniu nam foteli i wnętrza pojazdy jeśli tylko sobie tego zażyczymy.

Wymieniłem tutaj może promil promila instalacji z udziałem akumulatora i gdyby akumulatory były bezobsługowe zgodnie z oczekiwaniami klienta – mielibyśmy przysłowiowy raj na ziemi.

Rzeczywistość już tak różowo się nie przedstawia, choć akumulatory (baterie, ogniwa) nowszych generacji naprawdę potrafią wiele zważywszy choćby na ich nikłe gabaryty (telefony komórkowe, laptopy, mini kamery, i inny elektroniczny sprzęt zminiaturyzowany), to żaden z akumulatorów nie obejdzie się bez ładowania, chyba że jest to ogniwo pierwotne i działa  tak długo jak działa a potem podlega wymianie. W tym przypadku można mówić o bezobsługowości akumulatora.

Zdecydowana jednak większość akumulatorów w użyciu to ogniwa wtórne wymagające ładowania i nadzoru użytkownika za pośrednictwem systemów kontrolnych, ładowarek i ogólnie mówiąc instalacji w jakich te akumulatory pracują.

Odbiegłem nieco od istoty tematu i powracając do początku tekstu chce nawiązać do bezobsługowości akumulatorów rozruchowych a właściwie po takim wstępie - do braku ich bezobsługowości.

To dlaczego jednym z kluczowych elementów reklamy akumulatorów rozruchowych jest ich bezobsługowość? - Bo spece od reklamy wiedzą, że jesteśmy leniwi i nie spojrzymy nawet w stronę akumulatora ''obsługowego''. Choćby taki walor jak brak korków w akumulatorze już daje nam ulgę w cierpieniu. Na nic zdadzą się nasze oczekiwania, akumulator wpięty w jakąkolwiek instalację, w tym samochodową, od pierwszych sekund wymaga pieczołowitej obsługi. Cokolwiek ta obsługa znaczy – wyklucza bezobsługowość akumulatorów.

Prąd sprzedany w sklepie z nowym akumulatorem starcza na jakiś czas ale zapewne skończy się szybciej niż nam się wydaje. Ten moment jest dla nas często niezauważalny bo instalacja sprawnie nam go uzupełnia. W pojeździe odpowiedzialny jest za to alternator i jest to typowe rozwiązanie pod warunkiem jego sprawności. Żeby nie wchodzić w szczegóły techniczne powiem, że rekompensata jednego uruchomienia silnika wymaga ok. 20 minut pracy alternatora. Przy uruchomionym silniku alternator w pełni pokrywa zapotrzebowanie na energię elektryczną w aucie i uzupełnia prąd w akumulatorze, jeśli tego nie robi – to błąd.

Wielu użytkowników aut mając tylko dobre doświadczenia w tym względzie sądzi, że to zasługa świetnych akumulatorów – zapewne tak, ale w przeważającej mierze to zadbane i poprawnie działające auto przyczyniło się do tego. Warto wspomnieć w tym miejscu o sprawnej instalacji , braku tzw. upływów prądu, że o tak oczywistej rzeczy jak kosmetyka w obrębie zacisków akumulatora – nie wspomnę.

Aby poznać szczegóły eksploatacji akumulatora rozruchowego wystarczy zajrzeć do pierwszej lepszej karty gwarancyjnej, o którą klienci z takim zapałem się upominają przy zakupie. Różnie z tym bywa, czasami problemy elektryczne w autach są''nienaprawialne'', czasami nasze roztargnienie funduje akumulatorowi rozładowanie poniżej normy (pozostawiony jakiś odbiornik na dłuższy czas), wtedy już na alternator liczyć nie możemy a bez prostownika się nie obejdzie.

Czegoś takiego jak ''a u t o r e g e n e r a c j a'' akumulatora nie ma!  I żadne ''czary mary'' marketingowe nie pomogą.
Jeśli komuś wystarczy brak możliwości dolania wody do akumulatora (brak korków) jako synonim jego bezobsługowości, to proszę bardzo – prądu z tego i tak nie przybędzie.

Zapraszam do dyskusji



Andrzej Maciąg

Redaktor

Czytaj także:

YU-Power: Nowoczesna ładowarka akumulatorów

16 kwietnia 2017, 12:59 YU-Power: Nowoczesna ładowarka akumulatorów

Całkowicie zautomatyzowany 7 etapowy proces ładowania, zapewniający optymalne ładowanie standardowych akumulatorów oraz wykonanych w technologii AGM i żelowych.